LPR

LPR

środa, 23 sierpnia 2017

Dyżury śmigłowców ratowniczych będą i w Gdyni, i w Darłowie

Po wakacjach zostaną utrzymane dyżury morskich śmigłowców ratowniczych w dwóch lokalizacjach – poinformowało we wtorek Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych. Początkowo dyżury w Gdyni i Darłowie miały być prowadzone tylko do końca sierpnia. Po wakacjach morscy ratownicy mieli czuwać tylko w Darłowie. Załogi śmigłowców ratowniczych przez lata pełniły całodobowe dyżury jednocześnie w Gdyni i Darłowie. Jednak wysłużone Anakondy, z których korzystali wojskowi, zaczęły być sukcesywnie odsyłane na modernizację do zakładów lotniczych w Świdniku. Z powodu braków sprzętowych w październiku 2015 roku dyżury w Gdyni zostały zawieszone. Wojskowi piloci czuwali przez 24 godziny na dobę w Darłowie. Do kolejnych zmian doszło 19 lipca 2017 roku. Wówczas przywrócono całodobowe dyżury w Gdyni, a w Darłowie wojskowi ratownicy i lotnicy byli w gotowości od godziny 11 do 19. – Latem nad morze przyjeżdża dużo turystów. Chcemy, by czuli się bezpiecznie – tłumaczył kmdr ppor. Czesław Cichy, ówczesny rzecznik Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. Takie rozwiązanie miało obowiązywać jedynie do końca sierpnia. Dziś okazało się, że będzie ono utrzymane także po wakacjach. – Siły Zbrojne planują utrzymywanie dwóch punktów dyżurowania na lotniskach w Darłowie i Gdyni-Oksywiu – poinformował we wtorek ppłk Szczepan Głuszczak z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Po lipcowych zmianach w systemie dyżurów lotnicy trzykrotnie wyruszali na akcje ratownicze. Ewakuowali poważnie chorych pasażerów litewskiego statku i promu ze Szwecji oraz pracownicę z platformy wiertniczej położonej 100 km od polskiego wybrzeża. Za każdym razem śmigłowiec startował z Gdyni. Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej posiada dziesięć śmigłowców ratowniczych. W tej chwili do dyspozycji ma dwie maszyny Mi-14PŁ/R oraz cztery zmodernizowane już Anakondy. Cztery kolejne stoją w świdnickich zakładach. – Ostatnia poleciała tam wczoraj, a jej powrót planowany jest wstępnie na czerwiec przyszłego roku – informuje kpt. Marcin Braszak, rzecznik brygady. Wcześniej nad morze powinien wrócić śmigłowiec, przy którym prace dobiegają końca. – Niestety, nie potrafię powiedzieć kiedy dokładnie to nastąpi. To kwestia uzgodnień pomiędzy świdnickimi zakładami a Inspektoratem Uzbrojenia – podkreśla kpt. Braszak. Jak udało nam się dowiedzieć, maszyna pojawi się w brygadzie w ciągu kilku najbliższych tygodni. Rzecznik przyznaje, że sytuacja brygady jest trudna, bo lotnicy wykonują zadania ratownicze kosztem szkolenia. Do tego załogi dopiero poznają możliwości zmodernizowanych i przekazanych ratownikom maszyn. Niemniej to właśnie odnowione Anakondy wzięły udział w ostatnich akcjach. I jak przyznaje zasiadający za ich sterami kpt. pil. Marcin Abłażewicz sprawdziły się bardzo dobrze. – Dużej różnicy w samym pilotowaniu nie ma, ale maszyny są lepiej niż dotychczas wyposażone – podkreśla. – Posiadają na przykład system AIS, który umożliwia automatyczną identyfikację jednostek pływających. Możemy więc na bieżąco obserwować, gdzie znajduje się jednostka, do której otrzymaliśmy wezwanie. Dzięki temu docieramy do niej szybciej. System zdążyliśmy już przetestować podczas akcji. Sprawdza się – dodaje pilot. Do tego dochodzą jeszcze takie udogodnienia jak nowoczesna kamera termowizyjna, czy lepsze niż dotychczas wyposażenie ratownicze, np. kosz do wciągania na pokład poszkodowanych jest mniejszy od używanego wcześniej, a przez to bardziej poręczny. Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej jako jedyna instytucja w Polsce prowadzi nad wodami Bałtyku powietrzne akcje ratownicze i poszukiwawcze. Biorą w nich udział śmigłowce, które w razie potrzeby mogą być wspierane przez samolot Bryza z Siemirowic pod Lęborkiem. W ciągu ostatnich 25 lat lotnicy morscy wyruszyli na 611 akcji, podczas których udzielili pomocy 324 osobom. Źródło: polska-zbrojna.pl

wtorek, 22 sierpnia 2017

Pomoc z powietrza coraz częściej potrzebna

Lotnicze Pogotowie Ratunkowe to często najszybszy ratunek podczas wypadków komunikacyjnych, ale także w stanach zagrażających zdrowiu i życiu pacjentów. W Lubuskiem funkcjonują dwie bazy HEMS. W 2017 rok śmigłowiec w Zielonej Górze wyleciał już 310 razy, a w Gorzowie Wlkp. aż 387 razy! – Bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców to nasz priorytet. Nie ma nic ważniejszego niż ratowanie ludzkiego życia. Dlatego takie inwestycje są niezwykle potrzebne, na co wskazuje ilość wylotów śmigłowców – komentuje marszałek Elżbieta Anna Polak. Utworzenie bazy HEMS (Helicopter Emergency Medical Service) w północnej części województwa było jednym z priorytetów – nie tylko wymienianym wielokrotnie przez marszałek Elżbietę Annę Polak, ale przede wszystkim – znalazło swoje odzwierciedlenie w dokumentach strategicznych regionu, m.in. w Strategii Rozwoju Województwa Lubuskiego 2020 i Lubuskiej Strategii Ochrony Zdrowia na lata 2014-2020. Starania Zarządu Województwa Lubuskiego o tę inwestycję trwały kilka lat. Wcześniej baza Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego w województwie lubuskim funkcjonowała jedynie w Zielonej Górze – Przylepie (otwarta w 2015 roku). Nie pozwalało to na pełne zabezpieczenie zdrowotne ofiar wypadków na północy województwa. Decyzja o utworzeniu bazy w Gorzowie Wlkp. zapadła w 2015 roku. Ministerstwo Zdrowia za unijne pieniądze kupiło specjalistyczny śmigłowiec. Samorząd województwa współfinansuje budowę bazy wspólnie z miastem Gorzów Wlkp. (w budżecie Województwa Lubuskiego zapisano na ten cel 2,5 mln zł). Obecnie funkcjonuje baza tymczasowa. Nie zmienia się niestety główny powód wezwań. Z danych Lotniczego Pogotowia Ratunkowego wynika, że od lat ten niechlubny prym wiodą loty do wypadków na drogach (wypadki komunikacyjne z udziałem samochodów, motocykli, rowerów, potrącenia). W ciągu 2016 roku było ich aż 2361, co stanowi ponad 30 proc. lotów HEMS. Załogi śmigłowców niemniej często były wzywane do nagłych zachorowań (udar – 1098, zawał mięśnia sercowego – 563, zatrzymanie krążenia – 491). 448 pacjentów doznało urazów po upadku z wysokości, 245 – doznało poparzeń ciała, 131 – dopadł ból w klatce piersiowej, a 116 – zostało przygniecionych. Łącznie śmigłowce przetransportowały 6847 pacjentów (w tym 1083 dzieci), a samoloty – 432. Źródło: zielonanews.pl 

SP ZOZ Lotnicze Pogotowie Ratunkowe to w tej chwili 22 bazy ( w tym jedna sezonowa w Koszalinie), 27 helikopterów i dwa samoloty Piaggio P.180 Avanti. W 2016 roku śmigłowce LPR zrealizowały łącznie 8719 misji.

środa, 16 sierpnia 2017

Szpital w Świebodzinie zbudował nowe lądowisko dla śmigłowców LPR

Szpital w Świebodzinie zbudował nowe lądowisko dla śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Lądowisko zostało wpisane do Krajowej Ewidencji Lądowisk i jest gotowe do przyjmowania śmigłowców LPR. W piątek (11 sierpnia) odbyła się uroczystość oficjalnego otwarcia, w której wzięli udział, m.in. wicewojewoda lubuski, dyrektor NFZ w Zielonej Górze oraz przedstawiciele świebodzińskiego samorządu. Jak informuje rzecznik prasowy Grupy Nowy Szpital Marta Pióro, Nowy Szpital w Świebodzinie jak wszystkie placówki, które prowadzą szpitalne oddziały ratunkowego miał obowiązek wybudowania lądowiska dla śmigłowców. Lądowisko zlokalizowane jest przy ulicy Jeziorowej i powstało na działce wydzierżawionej od gminy. Ze względu na uwarunkowania, teren został wyrównany i wzmocniony kolumnami wibrocementowymi. Lądowisko jest ogrodzone i oświetlone, dlatego śmigłowce mogą na nim lądować również w nocy. Do tej pory karetki transportowały pacjenta pod figurę Chrystusa Króla i za każdym razem teren musiała zabezpieczać policja oraz straż pożarna. Inwestycja zrealizowana przez Nowy Szpital w Świebodzinie kosztowała ok. 1,8 mln zł. Szpital planuje również modernizację SOR-u oraz wyposażenie oddziału w dodatkowe aparaty do znieczulania, respiratory, defibrylatory, kardiomonitory. W tym celu placówka przystąpiła do konkursu unijnego na doposażenie szpitalnych oddziałów ratunkowych. Wyniki konkursu będą znane pod koniec sierpnia br. Źródło: rynek-zdrowia.pl

piątek, 11 sierpnia 2017

23 ROCZNICA TRAGICZNEGO WYPADKU ŚMIGŁOWCA TOPR

W dniu 11 sierpnia 1994 roku o godz. 13.17 miało miejsce najtragiczniejsze zdarzenie w historii polskiego ratownictwa górskiego. W czasie pełnienia czynności ratowniczych w katastrofie śmigłowca ratowniczego Sokół w Dolinie Olczyskiej śmierć ponieśli ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego: Janusz Kubica i Stanisław Mateja oraz ratownicy - piloci: Bogusław Arendarczyk i Janusz Rybicki. O godzinie 12.45 centrala TOPR powiadomiona została drogą radiową przez żołnierzy straży granicznej z Kasprowego Wierchu oraz ratownika dyżurnego z Hali Gąsienicowej, że w Kotle Gąsienicowym miał miejsce wypadek turystyczny. Meldunek precyzował, że wypadek dotyczy dwóch obcokrajowców ze złamaniami kończyn dolnych - w tym jednej ze znacznym przemieszczeniem odłamków złamanej kończyny. Kierujący wyprawami w tym dniu Janusz Kubica wraz z "grupą szturmową" w składzie: Mieczysław Ziach, Roman Kubin, Rafał Mikiewicz, Robert Janik wyjechali samochodem do szpitala na lądowisko i wystartowali o godz. 13.09 na pokładzie śmigłowca ratowniczego Sokół. Załogę śmigłowca stanowili piloci: Bogusław Arendarczyk i Janusz Rybicki oraz ratownik Stanisław Mateja. Po zlokalizowaniu z powietrza miejsca wypadku w rejonie szlaku z Suchej Przełęczy na Halę Gąsienicową w jego górnej części, śmigłowiec przemieścił się kilkadziesiąt metrów powyżej miejsca wypadków nad dogodny do zawisu teren. Ratownicy: Janusz Kubica, Robert Janik, Rafał Mikiewicz, Roman Kubin, Mieczysław Ziach desantowali się wraz ze sprzętem ze śmigłowca pozostającego w niewysokim zawisie. Robert Janik zbiegł natychmiast w kierunku miejsca wypadku a pozostali ratownicy odebrali w tym czasie dwie pary noszy podawanych z pokładu śmigłowca. Nagle dostrzegli leżącego tuż obok nieprzytomnego Janusza Kubicę - z raną głowy w okolicy ciemieniowo - potylicznej. Koledzy wciągnęli go na pokład śmigłowca, który natychmiast odleciał podając w powietrze swój ostatni meldunek: Lądujemy za 3 minuty, potrzebna karetka "R". W trakcie zaopatrywania i przygotowywania turystek ze złamaniami kończyn dotarły do nas pierwsze, początkowo nieprecyzyjne, potem już jasne informacje potwierdzające katastrofę śmigłowca. 
Załoga Śmigła 1994

Ratownicze Mi-14PŁ/R na kolejne cztery lata

Jak poinformowała Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej oraz branżowe media, planowane jest wydłużenia resursu obu śmigłowców ratowniczych Mi-14PŁ/R na kolejne cztery lata. Planowo maszyny te miały być wycofane ze służby pod koniec roku pierwsza a w następnym druga. A na zdjęciu para śmigłowców Mi-14PŁ/R o numerach 1009 i 1012, które miałem okazję sfotografować w marcu na lotnisku 43. Bazy Lotnictwa Morskiego w Gdyni. Oba egzem­pla­rze Mi-14PŁ/R wypro­du­ko­wano w ZSRR w 1983 roku i dostar­czono do Polski w ZOPowskiej wer­sji Mi-14PŁ. Ze względu na braki sprzę­towe oraz potrzeby ope­ra­cyjne, zde­cy­do­wano się na prze­bu­dowę pary maszyn na ratow­ni­cze, które otrzy­mały ozna­cze­nie Mi-14PŁ/R. Prace wyko­nano w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 S.A. w Łodzi we współ­udziale kra­jo­wych pla­có­wek naukowo-badaw­czych. Najprawdopodobniej w pla­no­wa­nej pro­ce­du­rze wydłu­że­nia resur­sów będą uczest­ni­czyć wła­śnie WZL nr 1 S.A. oraz ITWL.
Obecnie uzu­peł­nie­niem dla pary Mi-14PŁ/R są śmi­głowce PZL Świdnik W-3WA/WARM Anakonda w licz­bie pię­ciu sztuk. Cztery z nich to egzem­pla­rze, które powró­ciły nad morze po remon­tach i moder­ni­za­cji, a piąty o nume­rze 0906 ma tra­fić do Świdnika w sierp­niu. W lipcu prze­ba­zo­wano tam egzem­plarz o nume­rze 0815, a od grud­nia jest tam 0813po zakoń­cze­niu prac na wszyst­kich BLMW będzie dys­po­no­wać ośmioma W-3WA/WARM, będą­cymi jed­nymi z naj­le­piej wypo­sa­żo­nych śmi­głow­cami rodziny W-3 Sokół w siłach zbroj­nych. (ZBiAM)

czwartek, 10 sierpnia 2017

Gliwice bez śmigłowca LPR

Gliwice bez śmigłowca LPR. Zawieszono dyżur gliwickiej bazy HEMS. Wczoraj gliwicki śmigłowiec został przebazowany do Krakowa. Dyżur bazy HEMS w Gliwicach jest obecnie zawieszony. – Wystąpiła awaria na śmigłowcu dyżurnym w Krakowie. W związku z pełnieniem przez tamtejszą bazę dyżuru całodobowego, po zakończeniu dyżuru w Gliwicach przebazowano do Krakowa tamtejszy śmigłowiec, by kontynuować dyżur w nocy. – przekazała nam Justyna Sochacka, rzecznik prasowy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Na ten moment zawieszono dyżur gliwickiej bazy HEMS. Kiedy znowu śmigłowiec będzie latał z naszej bazy?. – Prowadzimy działania, by jak najszybciej wznowić dyżur w Gliwicach. Mam nadzieję, że nastąpi to jutro. Póki co rejon operacyjny bazy HEMS w Gliwicach zabezpieczany jest przez śmigłowce z Krakowa i Opola. – informuje Sochacka. Przypomnijmy, baza LPR ma na zawsze zniknąć z Gliwic jeszcze w tym roku. Obecny minister zdrowia, Konstanty Radziwiłł podtrzymał decyzję swojego poprzednika (Mariana Zembali) o przeniesieniu bazy z Gliwic do Katowic. Baza HEMS ma zniknąć z Gliwic jeszcze w tym roku. Ministerstwo zdrowia podkreślało jednak, że w związku z decyzją o utworzenia czterech nowych baz HEMS na terenie kraju, optymalne rozmieszczenie baz w omawianym rejonie zapewniają lokalizacje w konfiguracji: Kraków, Katowice, Opole i Wrocław. W opinii resortu zlokalizowanie bazy w Katowicach pozwala w lepszy sposób zabezpieczyć lotniczy transport sanitarny między szpitalami znajdującymi się w sąsiedztwie, wykonywany również z użyciem śmigłowców ratunkowych. Jednostka Lotniczego Pogotowia Ratunkowego na Opolszczyźnie już działa, a m.in. właśnie od tego zależało to, kiedy nastąpi przeniesienie bazy LPR z Gliwic do Katowic. (dzisiaj w gliwicach)

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Dlaczego piloci śmigłowców LPR najczęściej lądują w Malborku przy siedzibie straży pożarnej?

W ciągu ostatnich dwóch lat wzrosła liczba operacji lotniczych związanych z transportem pacjentów z Malborka śmigłowcami Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Statki powietrzne lądują prawie zawsze przy siedzibie Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej, a nie na oficjalnym lądowisku wytypowanym przez samorządy. Dlaczego? - pyta nas mieszkaniec. - Byłem raz świadkiem lądowania śmigłowca LPR przy straży pożarnej. Zatrzymałem się, by zobaczyć, jak w praktyce to wszystko wygląda - mówi Stanisław Orłowski, mieszkaniec Malborka. - Na ulicy Wybickiego wstrzymany został ruch samochodowy, kierowcy byli zmuszeni czekać na zakończenie akcji, przedstawiciele służb porządkowych biegali wokół, by odpowiednio zabezpieczyć teren. Wiem, że to nie jest oficjalne miejsce do lądowania śmigłowców, ale skoro tutaj najczęściej dochodzi do zabierania pacjenta wymagającego hospitalizacji w innym mieście, to dlaczego nie stworzyć w tym miejscu lądowiska z prawdziwego zdarzenia? Oficjalnego stałego lądowiska dla śmigłowców LPR przy ul. Wybickiego nie będzie, bo jest to plac manewrowy straży pożarnej, co automatycznie wyklucza uzyskanie zgody i spełnienie procedur nakładanych przez przepisy prawa lotniczego, Urzędu Lotnictwa Cywilnego czy rozporządzenia ministra infrastruktury dotyczącego wymagań dla lądowisk. To miejsce spełnia jednak warunki lądowiska "przygodnego". - Piloci śmigłowców LPR mogą lądować wszędzie. Podczas lotu, będąc w stałym kontakcie z karetką pogotowia, pilot decyduje o miejscu, które będzie najbliższe i do którego najszybciej dojedzie karetka - wyjaśnia Grzegorz Kłak, inspektor ds. zarządzania kryzysowego, obrony cywilnej i spraw obronnych w Urzędzie Miasta. - Miejsce przy straży jest już znane pilotom i bardzo dobrze zabezpieczane, dlatego też ono jest najczęściej wybierane. - A co, jeśli śmigłowiec będzie lądował, a straż pożarna dostanie wezwanie do pożaru? - dopytuje mieszkaniec. Wtedy strażacy też sobie poradzą, bo mają możliwość skorzystania z alternatywnego wyjazdu wozami gaśniczymi. Przypomnijmy, że oficjalnym miejskim lądowiskiem dla śmigłowców LPR jest... lotnisko wojskowe w Krasnołęce. Jak się dowiedzieliśmy w Urzędzie Miasta, w ciągu ostatnich dwóch lat nie doszło tam do żadnego lądowania tego typu statku powietrznego. W 2015 roku śmigłowiec LPR lądował w Malborku cztery razy, w 2016 roku - pięć razy, a w tym roku już osiem razy. Prawie zawsze przy straży pożarnej, oprócz jednego tegorocznego przypadku, gdy wylądował przy ul. Partyzantów, bo tam było najbliżej do pacjenta wymagającego jak najszybszego transportu. Ta statystyka podaje w wątpliwość zadowolenie samorządowców z Malborka i powiatu malborskiego, którzy na początku 2014 roku na specjalnym spotkaniu w Starostwie Powiatowym zapewniali, że ustanowienie oficjalnego lądowiska na lotnisku 22 Bazy Lotnictwa Taktycznego "ostatecznie zabezpieczy potrzeby miasta i szpitala". Wcześniej rozmawiano o tym, by lądowisko wyznaczyć na terenie przy dawnej plaży wojskowej przy ul. Bażyńskiego, a więc w bliskim sąsiedztwie szpitala. Była też mowa o placu św. Urszuli Ledóchowskiej na Os. Południe, ale rezygnację tłumaczono kwestiami finansowymi, wykonaniem odpowiedniej nawierzchni, oświetlenia i dostępem komunikacyjnym. (naszemiasto.pl)